Jeśli obserwujecie mnie na Instagramie (@ola.fotobloo), to mieliście już okazję zobaczyć kilka migawek z naszego tygodniowego pobytu na Sycylii. Planowaliśmy ten urlop już w lutym, ale życie trochę zweryfikowało nasze plany. Zmiana terminu wyszła nam jednak na dobre, bo zamiast hotelowego pobytu na Maderze zdecydowaliśmy się na samodzielnie zorganizowane wakacje na Sycylii.
Lubię podróże. Głównie te dalsze. Polski chyba nie doceniam, za co biję się w pierś, bo wiele w niej pięknych miejsc. Odkąd jest z nami Zośka nic się w kwestii podróży nie zmieniło. Ciągle gdzieś jeździmy, i jak wiecie, nie ograniczamy się ani czasem ani odległością. Tym razem zaniosło nas do Wrocławia.
Podobno w Milwaukee nie ma nic ciekawego oprócz muzeum
projektu Santiago Calatravy. Może… Byliśmy tam głównie właśnie po to, żeby zobaczyć muzeum-okręt. Bardzo
lubię projekty hiszpańskiego architekta. Miałam już okazję zobaczyć kompleks w
Walencji, teraz przyszedł czas na Milwaukee.
Za jakiś czas postaram się w końcu
wybrać kilka zdjęć z naszej wyprawy i Wam pokazać, a tymczasem chciałabym was
zaprosić do włoskiej trattorii – Louise’s.
Trafiliśmy tam zupełnie przypadkiem. Była połowa maja, za
zewnątrz ok. 3 stopni C. Drzewa bez liści i opustoszałe uliczki downtown. Dziwnie trochę. Restauracja,
jedna z niewielu napotkanych w okolicy bardzo miło mnie zaskoczyła. Po
pierwsze, co najważniejsze, jedzenie było pyszne! Po drugie, wnętrze bardzo
ciekawe. Ściany wyłożone miedzianymi płytami. Miedziane lampy. Nie było to nowe
miejsce, raczej coś sprzed lat, ale cały czas aktualne, a może aktualne znów?
Sami zobaczcie.
PS. Czy też tak macie, że Wasi współtowarzysze krzywią się
jak robicie zdjęcia odwiedzanych miejsc? Pan G. ciągle mi zwracał uwagę, że
„robię lipę”, hehe.
Kochani, nareszcie jestem już w domu :) Jak to powiedziała moja przyjaciółka, człowiek to dziwna istota, nie może się doczekać wakacji, ale najbardziej się cieszy jak wraca do domu. A szczególnie jak go tak długo nie było.
Dzisiaj tylko jedno zdjęcie, bo czasu brak. Ale obiecuję więcej.
W najbliższą sobotę będę w Warszawie na targach WZORY. Będzie się działo!
Ktoś chętny, żeby się ze mną spotkać?
Puk-puk! Jest tam ktoś? Zaglądacie czasem?
Wiem, że obiecałam coś wrzucać, ale się nie udało, czas był tu bardzo intensywny. Już za cztery dni wracamy, więc blogowanie wróci do normy, mam nadzieję.
Tymczasem chciałabym Was zaprosić w pewne miejsce za Zachodnim Wybrzeżu.
W minioną niedzielę spacerowaliśmy po uliczkach San Francisco. Wymarzyło mi się śniadanie na trawie - świeży chlebek, jakieś owoce i właśnie kawa. Wybraliśmy miejsce i zaczęliśmy szukać w okolicy kawiarni. Nie szło nam najlepiej. W końcu zaczepiłam w sklepie dziewczynę z kubkiem w ręku i ona skierowała mnie do The Mill.
Kolejka stała na ulicy. Było tłoczno i gwarno. Młodzi i starsi. Cudowny klimat. Sami zobaczcie.
The Mill to kawiarnia (Four Barrel), piekarnia (Josey Baker Bread) i sklepik z dodatkami do domu w jednym. Jest biało z elementami drewna, trochę industrialnie. Pachnie świeżym pieczywem i paloną kawą.
PS. Kawa była przepyszna! Oj, jak chciałbym spędzać tak niedzielne poranki częściej...
Jak tam Kochani po Świętach? U nas pogoda dopisała i było naprawdę przyjemnie. Poza pogodą, pyszne jedzenie i rodzinna atmosfera, a to w Święta jest chyba najważniejsze.
A już jutro wylatujemy na nasze wymarzone wakacje. Spędzimy miesiąc w Stanach. Trochę czasu w odwiedzinach u Rodzinki, a trochę będziemy zwiedzać. Jestem pełna obaw jak Zosia zniesie taką podróż, ale z drugiej strony, podekscytowana i niecierpliwa.
Ciekawe ile gromów na mnie zrzucicie, za ciąganie takiego malucha po świecie, ale przyjmę to na klatę :) A jak wyjdzie w praniu, to się okaże. Mam nadzieję, że będzie warto.
Postaram się wrzucić jakież zdjęcia na bloga, raz na jakiś czas, ale więcej będzie mnie na pewno na Instagramie, więc zachęcam do śledzenia mnie tam i na facebook'u.
Wracam 20.05., wtedy też ruszy na nowo sklep, który w czasie moich wakacji jest nieczynny.
Buziaki Kochani! Trzymajcie kciuki za naszą udana podróż!


















